Sztuka prezentacji badań naukowych

Sztuka prezentacji badań naukowych

– o tym, że nawet najtrudniejsze prezentacje i teksty nie muszą (i nie powinny) być nudne i nijakie rozmawiamy z dr hab. Piotrem Wasylczykiem, autorem poradników „Publikacje naukowe” oraz „Prezentacje naukowe. Praktyczny poradnik dla studentów, doktorantów i nie tylko”.

Ecorrector: Na co dzień jest Pan fizykiem pracującym na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego i w Institute of Ophthalmology na University College London, jak to się stało, że oprócz tego naucza Pan sztuki prezentacji i pisania tekstów naukowych?

Piotr Wasylczyk: W 2016 roku dowiedziałem się o konkursie FameLab – naukowcy mają w nim trzy minuty, by opowiedzieć na scenie, przed publicznością o tym, co sami robią w swoich laboratoriach albo o tym, co ich zainteresowało w nauce robionej przez innych. Udało mi się dotrzeć do finału polskiej edycji FameLabu i od tego zaczęła się moja przygoda z naukowym prezentowaniem. Uświadomiłem sobie, że można o nauce opowiadać ciekawie, zrozumiale i inspirująco i zacząłem się zastanawiać, dlaczego tak niewiele jest takich wystąpień na konferencjach, seminariach i sympozjach naukowych. Czy musi być tak, że dominują nudne, drętwe, przeładowane tabelkami, wzorami i wykresami prezentacje, na których trudno wysiedzieć przez 20, nie mówiąc już o 45 minutach? Przeczytałem kilkanaście książek (po angielsku) o prezentowaniu: tych adresowanych do naukowców i takich dla ludzi z biznesu. I pomyślałem, że sam mógłbym napisać nie gorszą, a może i lepszą książkę, specjalnie dla naukowców, po polsku. Wtedy wydawało mi się, że to będzie pierwsza taka pozycja na rynku, potem okazało się, że jest jeszcze kilka podobnych, ale i tak „Prezentacje naukowe. Praktyczny poradnik dla studentów, doktorantów i nie tylko” okazały się dobrym pomysłem – już po trzech miesiącach od pierwszego wydania w PWN potrzebny był dodruk. Mniej więcej w tym samym czasie PWN zaproponował mi poprowadzenie warsztatów z prezentowania w ramach promocji książki i tak to się zaczęło. Od trzech lat prowadzę rocznie kilka warsztatów dla uczelni, kół naukowych, instytutów badawczych. Najciekawsze ostatnio to przygotowanie młodych polskich naukowców walczących o granty European Research Council (ERC) przed drugim etapem przesłuchań w Brukseli (z pięciu uczestników warsztatu czworo zdobyło te prestiżowe granty) i warsztaty z pisania w ramach programu Executive MBA na Politechnice Warszawskiej.

E: Dlaczego uważa Pan, że jest to ważne? Czyż nie wystarczy skupić się głównie na badaniach a szlifowanie warsztatu pisarskiego i prezentacje zostawić pisarzom i mówcom?

PW: Nieodłączną częścią pracy naukowej jest ogłaszanie swoich wyników, dzielenie się nimi z innymi – tego nie da się przerzucić na nikogo i naukowcy muszą sobie z tym poradzić sami. Na moich warsztatach zakładam, że uczestnicy przychodzą ze świetnymi wynikami naukowymi – w Polsce nie brakuje miejsc, gdzie „robi się naukę” na świetnym, światowym poziomie. Z umiejętnościami prezentowania, czy to na scenie, czy na papierze, jest różnie. Wydaje się, że zakładamy, że młodzi ludzie jakoś sami, „przez dyfuzję”, nauczą się opowiadać i pisać o swoich wynikach. W efekcie najczęściej powielają oni podpatrzone wzorce i schemat nudnych, niezrozumiałych prezentacji przekazywany jest z pokolenia na pokolenie.

Nauka stała się towarem na globalnym rynku – uczelnie budują prestiż, naukowcy walczą o granty i pozycje, instytucje o przyciągnięcie najlepszych badaczy. Kluczowa w tym procesie jest doskonała, profesjonalna komunikacja – wewnątrz grup badawczych, między współpracującymi zespołami, wreszcie z potencjalnymi grantodawcami i biznesem, który mógłby skonsumować czasem wyniki naszych prac. Są ludzie, którym przychodzi to naturalnie, są tacy, którzy potrzebują wiedzy i praktyki, żeby skutecznie się komunikować. Jak, będąc inżynierem, wytłumaczyć lekarzom swój pomysł na nowe urządzenie do pozycjonowania implantów? Jak opowiedzieć potencjalnym inwestorom o swoim pomyśle i przekonać ich, jaki ma on potencjał, by zmienić branżę? Jak w trzy minuty przekonać 16 ekspertów (z czego tylko dwóch z własnej dziedziny), żeby to tobie dali 4 miliony euro na badania? Tobie, a nie innym trzydziestu równie świetnym młodym naukowcom z równie genialnymi pomysłami.

E: Czy może Pan powiedzieć, jakie błędy najczęściej popełniają polscy naukowcy podczas prezentacji swoich wyników? A jakie podczas przygotowywania i pisania artykułów naukowych?

PW: Nie widzę tu problemów specyficznie polskich – konferencje w Europie czy USA wyglądają bardzo podobnie. Gdybym miał sformułować najkrótszą diagnozę problemów, to byłyby to trzy punkty. Po pierwsze, próbujemy powiedzieć za wiele w krótkim czasie, nie biorąc pod uwagę możliwości przyswajania nowych, złożonych informacji przez słuchaczy. Zamiast zastanowić się, jaką historię możemy im opowiedzieć, rzucamy się do komputera wklejać teksty, wykresy i tabelki do slajdów w Power Point – taki „pocisk informacyjny” jest najczęściej zupełnie niestrawny. Po drugie, nie zastanawiamy się, kto będzie na widowni – inaczej trzeba opowiedzieć o swoich badaniach doktorantom na szkole letniej, inaczej na konferencji specjalistycznej, a jeszcze inaczej na interdyscyplinarnej, gdzie wiele osób słyszy o naszym temacie po raz pierwszy. Po trzecie, wychodząc na scenę przełączamy się w „tryb prezentera”, w którym za wszelką cenę chcemy brzmieć poważnie, dostojnie, nie okazywać emocji, nie nawiązywać kontaktu z widownią. Tymczasem bez bliskiego kontaktu ze słuchaczami nie jest możliwa skuteczna komunikacja. Może jednym problemem specyficznie polskim jest słaba znajomość angielskiego – jeśli w jednym zdaniu są cztery błędy gramatyczne i trzy z wymową, to nie sposób słuchać takiego wystąpienia. Ale to się powoli zmienia, bo młodzi ludzie mają do czynienia z językami obcymi od małego.

Jeśli chodzi o pisanie, to oprócz problemów językowych (pisanie po angielsku polską składnią, czyli w „ponglish”), dopiero uczymy się pisania we współczesnym kanonie naukowym. Chcąc publikować w najlepszych czasopismach, oprócz doskonałych wyników, trzeba też przekonać redaktora i recenzentów, że „jestem jednym z was” – czyli wiesz jak się pisze w tym czasopiśmie, jakie są (często niepisane) zasady, jak przygotować profesjonalne ilustracje.

E: Jak Pan ocenia ogólną wiedzę naukowców na ten temat i czy widzi poprawę na przestrzeni dekady?

PW: Nie wiem, jak jest z wiedzą, ale z umiejętnościami raczej słabo. Ja już praktycznie nie jeżdżę na żadne konferencje, bo wiem, że jakość wystąpień będzie w większości przypadków tak słaba, że zmarnuję tylko czas, siedząc kilka godzin na niewygodnym krzesełku. Podobnie jest na instytutowych czy zakładowych seminariach – większość mówców nie jest w stanie zrozumiale i ciekawie opowiedzieć o tym, czym się zajmują. I nie są to tylko moje doświadczenia – wielu doktorantów, z którymi rozmawiam przyznaje, że na konferencjach i seminariach są tylko dlatego, że muszą („szef mi kazał”, „muszę zbierać punkty”), a nie dlatego, że dowiadują się tam czegokolwiek.

E: A czy według Pana dress code podczas prezentacji na konferencji czy nawet na własnej uczelni jest ważny? Ma Pan jakieś wskazówki dla naszych czytelników w tej materii?

PW: Akurat ja, osoba chodząca na co dzień w t-shircie i polarze, a jedynie przy największych okazjach zakładająca koszulę (ale już nie krawat), nie jestem chyba właściwą osobą, by odpowiedzieć na to pytanie. Podczas wystąpień warto zadbać o schludny, prosty strój, który nie będzie odwracał uwagi słuchaczy – odradzam koszulki ze śmiesznymi napisami i błyszczącą, ciężką biżuterię. Najważniejsze, by mówca czuł się swobodnie, bo wtedy będzie mógł promieniować tą swobodą i pewnością siebie na widownię.

E: Jakie miałby Pan 3 najważniejsze rady dla młodego naukowca jeśli chodzi o świetną prezentację naukową?

PW:

  1. Dowiedz się jak najwięcej o swojej widowni – kim są, co wiedzą, a czego nie, co ich może zaciekawić, czego się spodziewają? Co mógłbyś im dać? Pomyśl o swojej prezentacji, jak o podarunku dla nich: oni dadzą ci to, co mają najcenniejszego – swój czas – nie zmarnuj go.
  2. Wyłącz komputer, weź kartkę i ołówek i zastanów się, jaką historię możesz opowiedzieć. Dlaczego to, co robisz jest ważne? Na jakie pytanie próbujesz odpowiedzieć? Dlaczego ono jest ciekawe? Potem możesz zaplanować, jakie wyniki pokażesz, ale pamiętaj, że wyniki – liczby, wykresy, tabele – nie są najważniejsze. Najważniejsze jest, by widzowie zrozumieli i docenili po co robisz swoje badania i co z nich (teraz i w przyszłości) wynika.
  3. Nie bój się być inny. Dobra wiadomość jest taka, że większość prezentacji naukowych jest tak słaba, że jeśli twoja będzie choć trochę lepsza, to już i tak bardzo się wyróżnisz. Czy musisz na pierwszy slajdzie mieć tytuł i swoje nazwisko? – przecież ktoś cię przedstawi słuchaczom. Czy na drugim musi być plan? – jeśli zapowiesz dokładnie co będziesz mówił, stracisz możliwość zaskoczenia widowni. Czy w ogóle musisz mieć jakiekolwiek slajdy wyświetlone z komputera? A może narysujesz kilka schematów na tablicy i one lepiej zilustrują twoją opowieść?

I najważniejsze: nie bój sie być sobą. Widzowie chcą zobaczyć ciebie i twój entuzjazm, a nie robota czytającego monotonnym głosem tekst z ekranu.

 

E: A w kontekście pisania? Jakie 3 wskazówki przekazałby Pan w tym przypadku?

PW:

  1. Artykuł naukowy, podobnie jak prezentacja na scenie, musi opowiadać historię. Czytelnik musi od razu wiedzieć, jaki problem próbujesz rozwiązać i dlaczego on jest istotny – dla niego, dla twojej dziedziny badań, dla innych.
  2. Bardzo dobrze przemyśl tytuł i abstrakt (streszczenie) – to na ich podstawie najpierw redaktor i recenzenci zdecydują o przyjęciu bądź odrzuceniu twojego artykułu, a potem czytelnicy zdecydują, czy warto czytać dalej. W naszej książce „Publikacje naukowe” (napisanej wspólnie z Piotrem Siudą) przygotowaniu tytułu i abstraktu poświęcamy więcej miejsca niż jakiejkolwiek innej części manuskryptu.
  3. Dużo czytaj. Z lektury artykułów w najlepszych czasopismach z twojej dziedziny dowiesz się, jaki jest styl pisania, struktura tekstu, preferowany rejestr języka. Z najlepszej literatury – powieści, reportażu, felietonów – nauczysz się używać pięknego, żywego języka zamiast powielać wyświechtane kalki. Jeśli nie czujesz się na siłach napisać tekst świetny, a nie tylko poprawny, nie wahaj się skorzystać z pomocy profesjonalnego redaktora, najlepiej native speakera z rozeznaniem w świecie naukowego publikowania.

I najważniejsze: pisz, by coś ważnego zakomunikować, by coś zmienić, by mieć na coś wpływ, a nie dla samego publikowania.

E: Gdzie w najbliższym czasie będzie można Pana spotkać aby podszkolić się z zakresu prezentacji i warsztatu pisarskiego naukowca?

PW: Staram się na bieżąco publikować terminy nadchodzących warsztatów na stronie www.wasylczyk.com – w lipcu planujemy warsztaty z prezentowania w zupełnie nowej formule na konferencji OPTO 2019 w Toruniu. Jeśli chciałbyś zorganizować takie warsztaty na swojej uczelni czy w instytucie, napisz do mnie i zobaczymy, co się da zrobić.

E: Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę Panu wielu kolejnych sukcesów zawodowych a także osobistych.

Z dr hab. Potrem Wasylczykiem rozmawiała dr Justyna Cilulko-Dołęga – specjalistka do spraw korekt naukowych w Ecorrectorze. Jeśli masz pytania dotyczącej korekty specjalistycznej swojego artykułu napisz na info@ecorrector.com, a Justyna udzieli Ci wszelkich potrzebnych informacji. 

Dodaj komentarz